poniedziałek, 16 marca 2015

02. To nie miało miejsca.

~Lily~

Droga na King Cross minęła dosyć spokojnie. Jechałam tylko z mamą, ponieważ tata się źle poczuł.
 W przeciągu kilku minut byłam już na miejscu. Przeszłam przez barierkę między 9 a 10 i od razu znalazłam się na peronie 9 i 3/4.
Byłam tam jako jedna z pierwszych, więc miałam naprawdę duże szanse, aby zająć dobry przedział.
 Posiedziałam jeszcze troche i nagle usłyszałam charkterystyczny śmiech. - Ann i Remus. Szukali przedziału wyraźnie w dobrych humorach.
- O tu jesteś! Dzięki, że nam zajęłaś. - powiedziała blondynka.
- Tak, tak siadajcie. - oznajmiłam. Posłuchali i przybrali grobowe miny. - Co?
- Czemu uciekłaś od James'a? - zapytał Remus.
- Em.. to nie powinno się wydarzyć. Jeszcze bym mu niepotrzebnych nadzieii narobiła. - wymamrotałam.
- No i zrobiłaś, on się załamał. - spojrzała na mnie surowo dziewczyna.
- Co? - zapytałam.
- Pstro. Ja z nim pogadam, tylko wiedz, że on będzie sam chciał pagadać. No ... ale z tobą... - nie dokończył, bo wskoczyli do przedziału Syriusz i Dorcas.
- Lily Evans, co się wczoraj stało, że tak uciekłaś od Rogacza? Tak źle całuje? - wybuchł śmiechem Łapa.
- Nie, dobrze, ale nie powinniśmy, ja nie powinnam. - zatrzymałam się. - Remus chodź do przedziału dla prefektów, zanim James przyjdzie...
- Lily... ty tego nie unikniesz. Wy się i tak spotkacie. Nie ma opcji, aby było inaczej. Prędzej czy później i tak to się stanie. Ruda nie uciekaj przed tym. - uśmiechnęła się Ann.
- Ja nie uciekam. Ja nie jestem poprostu gotowa na tę rozmowę. Nie teraz... - do przedziału wparował Rogacz niosąc że sobą miliony prowiantu.
- Ehm - spojrzał na mnie smutno - Cześć.- uśmiechnął się.
- Idziemy Lily? - zapytał Lunatyk, widząc moją speszoną minę. Pokiwałam głową i poszliśmy w stronę odpowiedniego przedziału. - Lily?
- Tak?
- Podoba mi się James? - byłam zaskoczona jego bezpośrednim pytaniem.
- Przystojny jest, nie powiem, że nie. Ale jest aroganckim, wrednym, chorym umysłowo chłopakiem. - odparłam po chwili namysłu.
- No w sumie masz racje. - powiedział z niesmakiem.
Weszliśmy do wyznaczonego przedziału, gdzie czekali na nas wszyscy pozostali prefekci, wraz z naczelnymi i opiekunami domów.
- O wreszcie! Panna Evans i pan Lupin. No to możemy zaczynać. - Profesor Slughorn grzecznie się przywitał.
- Drodzy prefekci. Doskonale wiecie, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, coraz bardziej się panoszy w świecie czarodziejów i mugoli. Cieszę się, że to wy będziecie pilnować domów, gdy nas może nie być. Jesteśmy z wami i was wierzymy. - profesor McGonagall zakończyła swoją przemowę i wyszli.
Zaczęliśmy gadać między sobą.
- Cześć, jestem William - prefekt naczelny, ty to Lily? - zapytał z uśmiechem niebieskooki.
- Witaj, tak to ja. - odwzajemniłam uśmiech.
- Chciałabyś się ze mną przejść po przedziałach? - inne prefektki spojrzały na mnie z niedowierzeniem. Doskonale wiedziałam, że bardzo podobał się im William ale nigdy nie chciał z nimi rozmawiać.
- Tak z chęcią. - odparłam.
I wyszliśmy.


~James~

Siedziałem sobie w przedziale razem w Ann, Dorcas, Łapą, Alice i Glizdogonem.
- Jak myślicie jaki będzie nowy nauczyciel OPCM'u? - Darcas robiła wszystko abym nie myślał o wczorajszej sytłacji.
- Normalny. - rzuciłem po chwili.
- James, to nie twoja wina. - nawet Syriusz postanowił się nie śmiać.
- Ta, tylko gdym jej nie pocałował.- zacząłem walić głową w szybę.
- James do cholery ! - tym razem była to Ann. - Tak bardzo chcesz aby Lily się dowiedziała o tym co robisz. Poczuje żal, współczucie i poczucie winy. Zachowuj się normalnie. Uwierz mi, że będzie ci łatwiej. - zapadła cisza. Przez szybę przedziału zauważyłem wvchodzącą Lily, wraz z jakimś chłopakiem.
Moją Lily.
- Cześć. - zaczęła Lily.
- Hej. - chórek.
- My właśnie przechodziliśmy obok i weszliśmy zobaczyć czy 3/4 Huncwotów już coś zrobiła. Ale nic jak widzę. Jestem z was dumna - powiedziała Lily.
- To my idziemy dalej. - zaproponował chłopak.
Odeszli i od razu, wokół jego osoby zaczęło się wiele pytań.
- Kto to? - Łapa nie mógł powstymać śmiechu.
- Nie wiesz? Prymus. Zadadki na Aurora. Prefekt Naczelny. Siódma klasa. Gryfindor. Niebiańsko przystojny. Jeszcze z żadną dziewczyną nie był dłużej niż 2 tygodnie. Jest na liście najprzystojniejszych chłopaków w Hogwarcie. - mówiła z entuzjazmem Dorcas.
- Nie mam przy nim szsns. - odparłem smutno.
- Masz idioto. - poklepał mnie po plecach Syriusz.

***

~Lily~

Z Will'em rozmawia mi się bardzo dobrze. Mamy podobne zainteresownia, oboje chcemy pomagać innym. Rozmowa z nim ciągnęła się i ciągnęła, ale żadne z nas nie patrzyło na czas.
- Masz plany na wieczór? - zapytał z uśmiechem.
- Nie, a czemu pytasz? - odwzajemniłam uśmiech.
- Spotkajmy się o 20 w Pokoju Życzeń. - pocałował mnie w policzek i poszedł do miejsca w, którym siedział.
 Pobiegłam do dziewczyn.
- Dorcas, Ann, Alice! - krzyknęłam.

***

 Usiadłam na łóżku w naszym dermitorium.
Moje myśli kierowały się do niebieskookiego chłopaka i naszego spotkania.
- Lily! No wreszcie! Opowiadaj! - krzyknęła Darcas. Opowiedziałam im o przebiegu naszej długiej rozmowy i o planowanym spotkaniu.
- W co ja mam się ubrać?! - zawołałam.
- W ubranie? - ironicznym głosem powiedziała Ann.
- Jeansy? Spódnice?
- Lepiej jeansy i pożyczę Ci mój malinowy sweter. - oznajmiła Alice.
- Pani prefekt będzie wyglądać pięknie. - poklepała mnie po ramieniu Dorcas.
Do dermitorium wpadła 3/4 Huncwotów.
- A wy tu czego? - zapytała Alice.
- Bez powodu. Lily słyszeliśmy, że idziesz na randkę. Chcieliśmy spytać, czy to prawda. Bo wiesz twoje przyjaciółeczki nie są zbyt... nie można im zbyt uwierzyć, jeszcze coś przekręcą. - powiedział z niesmakiem Syriusz.
- Tak, to prawda. - wytrzeszczyli na mnie oczy.
- Ruda, szalejesz. Jeszcze 2 godzin w Hogwarcie nie jesteśmy a ty już na randke... no powiem Ci... - wybuchnęli śmiechem.
- Daruj sobie zbędne komentarze.  - powiedziałam po czym weszłam do łazienki się przebrać.
 Umalowana i w odpowiednim stroju wyszłam z łazienki.
- Jak wyglądam? - zapytałam.
- Ujdzie, Ruda. - zaśmiał się Syriusz.
- Ładnie wyglądasz, Lily. - powiedział James tak smutno, że poczułam się jakby w twarz mi dano.
- Dziękuję, Rogacz. - uśmiechnęłam się. - A wróciwszy do waszych ' kzywek' to one od czego się wywodzą?
- Szczelaj, Ruda.
- Gramy w butelke, Lily grasz z nami. Pójdziesz tylko przed 20. - zasugerowała Darcas.
 I tak zrobiliśmy. Najpierw wypadło na James'a.
- Podoba Ci się, któraś z obecnych tutaj osób? - Ann zapytała.
- T-tak. - wymamrotał speszony. Fałszoskop nie piszczał więc była to prawda.
Zakręcił butelką i stanęło na Darcas.
- Pocałuj Syriusza! - krzyknął okularnik.
 Przybliżyła się do Black'a i wpiła się w jego usta. Oderwała się.
***
Szedłam korytarzem w stronę PŻ.
Tam gdzie On.
Przeszłam obok trzy razy i pojawiły się wielkie drzwi. Wszedłam i zobaczyłam, że znalazłam się na łące. A na środku polany pojawił się czerwony koc i jedzenie.
- Witaj Piękna. - uśmiechnął się Will.
- Cześć. - byłam w niebo wzięta. Jak tutaj pięknie!
- Chcesz coś zjeść? - usiadłam obok niego na trawie i oglądałam taflę jeziora.
- Z chęcią. - uśmiechnęłam się i zaczęłam jeść kanapki itp.
- Wiesz, wcześniej ani razu ze sobą nie rozmawialiśmy. Ale od dzisiaj mam wyrażenie, że cię znam od zawsze. Zakochałem się w tobie. - powiedział w końcu.
- Ja również to czuję. - zbliżył się w moją stronę i pocałował mnie. Znów poczułam się jakby świat się zatrzymał. Czułam się cudownie. Czułam się kochana. Bezpieczna.
- Will, dajmy sobie czas. Poczekajmy. To jest za szybko. - i wybiegłam






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz