niedziela, 15 marca 2015

01. Nowy początek.

 Lily siedziała jak zwykle w ogrodzie. Rude włosy spadały kaskadami na jej ramiona i lekko przysłaniały jej zielone oczy. Miliony myśli zaprzątały jej rudą czuprynę.
 Czy poradzi sobie w szóstym roku nauki w Hogwarcie? Pewnie tak.
 Nie była już tą samą dziewczynką która 5 lat temu wsiadała do pociągu, do Hogwartu. Z małej roześmianej osóbki, stała się piękna, młodą kobietą. Włosy jej ściemniały, a ciało się zaokrągliło.
 Dziewczyna wstała, poczym ruszyła żwawym krokiem w kierunku domu. Już przy drzwiach napotkała wzburzoną Petunie.
- Gdzie moja biżuteria, wariatko!
- A skąd ja mogę wiedzieć, a teraz odsuń się proszę, bo chcę iść do swojego pokoju. - popchnęła blondynkę i pobiegła do pokoiku na piętrze. Siadła na łóżku. Usłyszała stukającą do szyby sowę, domagającą się wzięcia listu.
Rudowłosa otworzyła jej okno, dała knuta i odebrała list.
 Od razu domyśliła się od kogo może być - James Potter. Jest to wysoki chłopak, z brązowymi oczami na które spadają okrągłe okulary. Na początku piątej klasy ubzdurał sobie, że kocha Lily i cały czas się przed nią popisuje, lecz ona uważa go za aroganckiego
. I w sumie ma racje.
 Otworzyła list z wielką niechęcią.
, lecz ogromna ciekawość zwyciężyła.

Kochana, Lily.
Wiem, że chyba Ci to mówiłem ale Cię Kocham. I kochać będę, mam nadzieje że w tym roku szkolnym w końcu się ze mną umówisz. 
Choć wiem, że tego nie przeczytasz ale...
Kocham cię Lily. Jeszcze nigdy do nikogo tego nie czułem. W tym roku proszę... daj mi szansę. Ja ją wykorzystam.

Kochający i na zawsze twój James.

Ps. Syriusz cię pozdrawia.

Dziewczyna siedziała nieporuszona.

~Lily~

A może naprawdę się zmienił? Nawet o tym nie myśl. On będzie zawsze tym aroganckim i napuszonym chłopakiem. Mi takim zachowaniem nie zaimponuje.
- Lily! - usłyszałam głos mojej mamy - Jedziemy na Pokątną! - zbiegłam ze schodów, po czym znalazłam się u boku mojej rodzicielki.
- Dobrze Mamo. - uśmiechnęłam się promiennie na samą myśl o spotkaniu z moimi przyjaciółmi. - Darcas, Ann i Alice.
Niestety to że jutro jedziemy do Hogwartu daje jakieś 80% szans że spotkam tam James'a.
***
-Mamo, to ty idź do domu, a ja zostanę tutaj i wrócę do domu Błędnym Rycerzem. Dobrze? - oznajmiłam.
- Córciu, oczywiście. - spojrzała na mnie z tą swoją miłością. - Jesteś taka piękna, dojrzała. Cieszę się, że moja kochana córka jest czarownicą. Jestem z ciebie dumna, pamiętaj. Kocham cię. Czekaj mam jeszcze do ciebie prośbę. - wyjęła z torebki portfel i podała mi sporo pieniędzy - Masz kochanie, kup sobie najwspanialszą sukienkę i rzeczy do tego jakie zobaczysz. - przytuliła się do mnie i jeszcze zobaczyłam jak znika w przejściu między Pokątną a Londynem.
 Szybkim krokiem zmierzałam do Madame Malkin po sukienkę. Nagle poczułam jak ktoś się na mnie rzuca.
- Darcas! - krzyknęłam z uśmiechem, gdy brunetka na mnie skoczyła. Wszędzie poznam te perfumy.
- A nas to nie zauważyła ! - prychnęła Ann prawie równo z Alice.
- No przepraszam. - powiedziałam.
- Nie przepraszaj, tylko chodź po tą sukienkę, bo jeśli dobrze rozumiem nie przypadkowo stanęłaś w drzwiach Madame Malkin. - powidziała z uśmiechem na twarzy Ann. Dopiero teraz zoriętowałam się gdzie właściwie stoje. Odsunęłam się i weszłam do środka. Od razu wpadła mi w oko czarna zwykła sukienka przed kolana. Okazało się że dobrze na mnie leży, więc ją kupiłam. Później również czarne balerinki. Jakoś nigdy nie nauczyłam się chodzić w szpilkach.
- Chłopaki już na nas czekają - powiedziała uśmiechnięta Alice wskazując na naszą ulubioną kawiarnie, gdzie w oknie zauważyłam pięć postaci.
 Weszłyśmy do tego miejsca. Usiadłyśmy stolika wcześniej zajętego przez Huncwotów.
James patrzył na mnie z wielkim zainteresowaniem i... pożądaniem? Patrzył i widocznie na swój sposób oglądał jak przez okres wakacji się zmieniłam. Jego brązowe oczy skanowały każdy ułamek mojego ciała.
 Kątem oka zauważyłam jak każdy rzuca sobie porozumiewawcze spojrzenia.
- Emm... Lilka... Ja i ... Syriusz musimy gdzieś iść! - zaczęła Darcas poczym wybiegła z kawiarni jak opażona.
- Peter jest głodny, ja z Ann pójdziemy z nim na kebaba. - jak poprzedni wybiegli, a za nimi Alice i Frank, zostawiając mnie z James'em.
- Ehm... jak ci minęły wakacje? -zaczęłam rozmowę, bo widziałam ,że chłopak jest zbyt nieśmiały aby zacząć. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Byłem z rodzicami w Hiszpani przez tydzień. Później nie miałem co robić, więc pisałem do ciebie, mając nadzieję, że chociaż raz odpiszesz - uśmiechnął się smutno, a ja poczułam dziwne ukucie w sercu - były też tam w tych listach wiersze - zarumienił się -później Łapa uciekł z domu no i zamieszkał u mnie. A przeczytałaś chociaż jeden? - zapytał z nadzieją.
- Tak. - spojrzał na mnie nie dowierzając. - Ten ostatni. I z tą szansą to ja jeszcze nie wiem. Zobaczę jak będziesz się zachowywać. - powiedziałam stanowczo.
- Dziękuje, ska... Lily. - uśmiechnął się. - A tobie jak minęły wakacje?
- Jak zwykle. Odwiedziłam ciocie we Włoszech. Odbierałam wiadomości od ciebie. - zarumienił się - Co się stało, że Syriusz z tobą zamieszkał? - dodałam.
- Jego rodzice kazali mu się przyłączyć do Voldemorta. - zapadła chwila ciszy.
- Ehem. - wymamrotałam lekko zgaszona.
Spojrzał w moje oczy z taką miłością i troską, że chciałam do niego podlecieć i przytulić. I z resztą tak zrobiłam.
 Na początku nie wiedział co się dzieje, ale po chwili odwzajemnił uścisk. Było mi tak dobrze, czułam się bezpieczna. Pod moim uchem słyszałam jego spokojne bicie serca, a na karku unormowany oddech chłopaka.
 Nagle odwrócił mi głowę i wpił się w moje usta. Teraz to ja nie widziałam co się dzieje, ale czułam się tak dobrze, że odwzajemniałam pocałunki. Lecz nagle zorientowałam się z kim się całuje. Odskoczyłam od niego i wybiegłam z kawiarni. Złapał mnie za nadgarstek i spojrzał na mnie pytająco.
-Przepraszam James, to nie powinno się wydarzyć. Wybacz. - i pojechałam do domu. Żałuje tego, mam nadzieję że on nie będzie miał mi tego za złe.

~James~

Nie widziałem co się dzieje. Tak dobrze się przy niej czułem. Myślałem, że nie ucieknie.
Czy może ja źle całuje?
Pochodziłem po Pokątnej jeszcze trochę, aby znaleźć Łape. Siedzieli wszyscy w drugiej kawiarni.
- James, gdzie Lily. Co się stało? - zapytała Darcas.
- Przytulia się do mnie, ja chciałem pójść dalej i ją pocałowałem. No i ona odwzajemniała pocałunki do czasu, gdy tak jakby się obudziła i uciekła mówiąc, że to nie powinno się wydarzyć.
- Oj ty biedaczyno. - poklepał mnie po ramieniu Syriusz, po czym wybuchnął śmiechem.
- Pogadam z nią. Nie działaj tak szybko następnym razem, jeśli wogóle taki będzie i wiedz, że ona cię nie lubi. - wytłumaczyła mi Ann.
- Ale dała mi drugą szansę i to ona mnie przytuliła. - chciałem wymknąć z sytłacji.
- Nie wiem, czemu to zrobiła, ale z nią pogadam. - powiedziała Dorcas.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz